wtorek, 29 listopada 2011

Dama z kapeluszem

Dziś tylko na chwileczkę, bo chcę Wam pokazać moją Damę ze świeżutkim, nowiutkim kapelutkiem. Myślę,że taka mi się podoba i teraz tylko wystarczy popuścić wodzę fantazji i na każdą porę roku inaczej ubrać ten jej kapelutek....Załapie się więc jeszcze na kasztany i jarzębinę,choć patrząc jaka dziś aura za oknem,chciało by się ów kapelusz ubrać we wiosenne kwiaty...
Pozdrawiam serdecznie.

wtorek, 22 listopada 2011

Manekin w nowej odsłonie,czyli łapiąc jesienne słońce.

Jesienią w moim mieszkanku słonka jak na lekarstwo.Zagląda nieśmiało koło 14, by po 15 już zniknąć za horyzontem.Wiadomo, obecnie dni najkrótsze więc chciało by się je złapać w pudełko i zostawić na potem...Ale to tylko marzenia.
Ponieważ lampy wszelkiego rodzaju po prostu uwielbiam, mam ich kilka w pokoju. Tzw. górne światło zapalam bardzo rzadko, jak już muszę się maksymalnie doświetlić, coś robiąc na przykład. Na co dzień a w zasadzie na co popołudnie rozświetla nam mrok światło lamp, by wieczorową porą ustąpić miejsca  również wszech obecnym świecom...
Manekin który poczyniłam na wiosnę stał sobie skromniutki w kąciku korytarza witając gości, ale od dawna mierzyłam się z zamiarem zrobienia z niego lampy. I wreszcie zamieniłam zamiary na czyny i po dwóch godzinach ciężkiej dłubaniny mam mojego lampiszona :)
Bardzo mnie cieszy i dodaje uroku mojemu domowi w długie szare jesienne wieczory.
O ile przewiercenie(a raczej przedłubanie) korpusu jakoś poszło o tyle z noga było już gorzej, ponieważ wiercenie z góry i z dołu nijak po środku spotkać się nie mogło. Ale na szczęście mój wyrozumiały M. dopomógł mym trudom i dzięki temu kabelek wychodzi z nogi na samym dole tak jak chciałam.


Niestety "kapelusz" póki co pożyczony od innej lampy ale jak trafię na odpowiedni, na pewno zamienię :) A może macie jakieś propozycje , pomysły na kapelusz dla mojej manekinowej lampy? Podzielcie się proszę.


Nastąpiła też zmiana w pozostałych lampach. Zakupiłam dwie nowe, drewniane i jednej się dostało rozwodnioną akrylówką paćkaną po kolei biel,szarość i brąz
A drugą potraktowałam bejcą i białym woskiem. Oczywiście abażury ozdobione przeze mnie nadrukami metodą,nazwijmy ją  "citra -solv", o której już pisałam nie raz(...nie dwa pewnie).


i tym oto sposobem cztery urocze lampiszony oświetlają moje eM, bo ostatnia z nich stoi na stole i służy nam głównie do codziennej pracy , bądź przyjemności buszowania po necie :)
Ta malowana akrylem i postarzana shabby chic.
To o sztucznym świetle tyle a tym czasem napawajmy się słabiutkimi już ale zawsze pełnymi uroku, energii i siły promykami zachodzącego słonka...
A na koniec ,mam,wreszcie mam, mój wyczekany dywan. 
Oczywiście ,że IKEA .
No i ani się obejrzałam, posta nie zdążyłam dopisać i już trzeba włączać lampy. Idzie zmrok....
Pozdrawiam serdecznie zaglądających w me progi :)