środa, 26 września 2012

Syndrom opuszczonego gniazda...

Tak ,właśnie TO mnie dopada , powoli ale skutecznie...
Króciutko,dziecię me wyfruwa dziś z naszego gniazda, czerpać wiedzę (podobno).
Zrobiłam moim studentom, ponieważ zamieszkali "na wynajętym" w sześcioro, w zasadzie w sześciu, stolik,stary ale odnowiony IKEOWY LACK ,tak, żeby im życie bezmyślnie między palcami nie przelatywało...


i zegar, żeby jednak pamiętali,że ...
Do miłego...bo się całkiem rozkleję..........

wtorek, 11 września 2012

Groch z kapustą,czyli jak to po długiej nieobecności bywa...

Wakacje już za nami, mój urlopik (bo czegoś iście kilkudniowego,nie wypada inaczej nazwać) już też za mną, ale to miły czas, a starym kościom dla relaksu dobrze zrobi i kilka dni. W tym roku nad naszym pięknym morzem i (alleluja!!!) w pięknej pogodzie.

Byliśmy w Krynicy Morskiej,urocze miasteczko,bardzo spokojne,idealne na wypad dla rodzinki z małymi dziećmi,czy dla osób starszych. My już nie to pierwsze i jeszcze(mam nadzieję!) nie to drugie a i tak nam się podobało.


 Gościł nas Krynicki Dwór




 dziki,które w Krynicy spacerują sobie po lesie, jak...wiewiórki po parku (nie wiem czy to dobre porównanie,zważywszy na gabaryty...)
 szeroka plaża





 zwiedziliśmy Gdańsk





Panienka z okienka o 13.03 w Gdańsku











tężnie w Inowrocławiu

i miło było wracać do domu, bo tez pięknej aury to był akurat koniec....

A w domku pomalutku robi się jesiennie.u mnie na razie zielenie i brązy, jak na jesienną szatę przystało. Nie mam jeszcze typowo jesiennych ozdób, bo chciałabym lato zatrzymać jak najdłużej ale oczywiście wrzosom nie potrafię się oprzeć. Goszczą u mnie nie tylko na balkonie ale także w różnych kątach mojego małego eM.













 moja ulubiona "hebe" nigdy nie zagłębiałam się w poprawność jej nazwy,hebe to hebe. Uwielbiam tę roślinkę,która w domowych warunkach przetrwa zazwyczaj ok.2 miesięcy.
 Na balkonie wciąż kwitną pelargonie i bakopa.


Poza tym zainspirowana jednym z telewizyjnych programów wnętrzarskich zrobiłam mojej rodzince
" sylwetki- siluetki" jak je nazywam.

choć przyznam, że chyba mój syn wyszedł na nich najbardziej podobny :)
Jeśli macie ochotę na taką "siluetkę" waszej rodzinki,wystarczy ustawić delikwentów pod jasną ścianą,"cyknąć" fotki profilu,następnie je wydrukować na zwykłym papierze i drukarce, a po wydrukowaniu wyciąć kontury profilu wraz z czarną kartką podłożoną pod wydruk.. Ot,cała filozofia. ważne jednak ,by wielkości głów były w miarę zbliżone.

Poza tym odwiedziłam słynny CZACZ.
Może to nie czas rozpisywać się co o tym sądzę w wielu słowach, powiem po prostu-dla mnie porażka. Bród smród i tandeta, większość  oferowanych mebli w stanie opłakanym i za opłakane pieniądze. Trzeba duuuużoooo obejść, żeby wyszukac coś godnego uwagi , za nieduże pieniązki, wartego odnowienia.
Ale to taka moja baaardzooo subiektywna opinia. Każdy ma prawo do swojej.
Przytargałam stoliczek idealnie nadający się na podstawę do latarni zrobionej przez mojego męża.
Oczyściłam, pomalowałam i już dziś dumnie stoi w moim salooonie, jako ,że latarenki palimy już coraz częściej bo i wieczory coraz dłuższe i chłodniejsze.







Siłą rzeczy, a raczej siłą braku miejsca stojący dotychczas stoliczek musiał wyeksmitować  do przedpokoju, gdzie witał będzie na wprost wejścia gości. A pod nim legowisko dla mojej psinki.







Zakochana ostatnio w paseczkach, kropeczkach i innych krateczkach, często czerwonych przygarnęłam do kuchni 4 kubeczki.




A na koniec stanowisko dowodzenia ,czyli nasz stół, który bardziej i częściej służy nam za biurko.



Pozdrawiam Was serdecznie i zagłębiam się w lekturę dawno nieodwiedzanych BLOGOWISK :)))