wtorek, 21 grudnia 2010

"...Kisses for Christmas..." czyli w Świątecznym nastroju :))

Święta juz prawie pukają do naszych drzwi,zaczyna się coraz większa bieganina, ale taka przyjemna,taka jaką lubię:)) Dziś śnieżek sypie za oknem ,mrozik skrzypi pod nogami,cóż, trudno wymarzyć sobie lepszą pogodę na tę bieganinę :))
U mnie, tak jak u większości z Was juz nieco Świątecznie w domciu.








Zapraszam i życzę wszystkim spokojnych,magicznych Świąt i do miłego ...w przyszłym roku :))















Zazdroszczę Wam niektórym pięknych ozdób łyżew,ja niestety mam tylko maleńkie saneczki i nartki:)))




















czwartek, 2 grudnia 2010

Mikołajek przedsmak i...konik na biegunach...

Nie wiem jak Wy ,ale ja najbardziej lubię grudzień od samego jego początku aż do Nowego Roku.Cała te przedświąteczna bieganina dodaje mi energii, uskrzydla i napawa optymizmem. Jak tylko zaczynam sprzatać, stroić, znosic do domu coraz to nowe Świąteczne durnostojki od których karony piwniczne aż trzeszczą nabieram motywacji do działania. Nie straszne mi wówczas odstawianie gratów celem rozgonienia złej energii zamieszkujacej moje kąty. Tak, ponoć wg.Feng Shui kąty nasze złe energie gromadzą.Gromadza czy nie,moje napewno gromadza tzw." kurzowe koty",jak mawiała moja Babcia i te co jakiś czas niechybnie rozgonić należy.
W tym roku powracam do czerwieni. Po pierwsze dlatego ,że pomimo wieluuu już eksperymentów kolorystycznych podczas Świąt, czerwień dodaje tej całej białej magii ciepła, stwarza sielską atmosferę i chyba za tym zatęskniłam. Po drugie dlatego,że powróciwszy do stonowanej kolorystyki w moim "salonie" mogę sobie bezkarnie na tę czerwien pozwolić,co przez kilka Świątecznych sezonów dość skutecznie ograniczał wszechobecny u mnie fiolet.
Nie ,żebym dostojnych złotych czy srebrnych (TYLKO) ozdób nie lubiła, lubię je i napewno nie wyeliminuję tych kolorów ale samo złoto czy srebro kojarzy mi się właśnie z pięknem i dostojnością ale jednak tchnie nieco chłodem...
Obiecałam sobie wytrzymać choć do najbliższego weekendu z wyciąganiem ozdób ale chyba nie dam rady i na początek dyskretnie pokażę Wam moje nowe skarpeciska , które przymiarki na swoje miejsca juz dziś poczyniły...

Są trzy oczywiście bo tyle moja rodzinka osób sobie liczy ale jeszcze szyje się ( to "Się" to moja dobra dusza- teściowa,która bez mrugnięcia okiem spełnia moje szwalnicze zachcianki:)) czwarta nieco mniejsza dla mojej psinki, tak tak, są 4 koszyczki i na każdym zawiśnie po skarpecie...
Jestem z nich bardzo dumna, kosztowały dużo pracy ale efekt chyba jest, jak myslicie?
Do Mikołajek jeszcze kilka dzionków i wnet upchamy w nie po maleńkiej niespodziance dla każdego :))
Poza tym zagościła juz na moim parapeciku Panna Poinsecja, nieduża, ale taką właśnie chciałam na mój skromnej szerokości parapecik. Mój M. straszył, odradzał jakie to z niej trujące zielsko, ale uspokoiłam go ,że jeść jej przecież nie będziemy ...
Na koniec stoliczek przytargany z piwnicy teściów doczekał się wreszcie nowej szaty i miał "iść do ludzi" (pisałam niedawno o tym) ale zagościł w moim pokoju, tworząc z lampeczka chyba niezły duet, którego narazie żal mi rozdzielać..


A ,że konika na biegunach zawsze chciałam ,jakiegos maleńkiego chociaż , zamieszkał  narazie na stoliczku taki oto ,przemalowany oczywiście jak to sie mawia -do koloru :))


Pozdrawiam serdecznie i idę pozagladać co tam u Was słychać :))) a raczej widać...