środa, 8 października 2014

Jesienno-paryskie czasu umilacze

 



Też tak macie,że jak za oknem chłodniej i szarzej,deszcz częściej puka w parapety,lubicie sobie poprawić humor czasu-umilaczami? 
Oczywiście dla każdego może to być co innego.
Czasem wystarczy kubek ciepłej kawy czy herbaty w ulubionym smaku (ja postawiłam ostatnio na nieodzowną earl grey,oraz mandarynkową,spychając te z cyklu "winter time" na ciut dalszy plan) , dobry film, spacer, czy relaksująca książka.



I właśnie nawiązując do tej ostatniej pozycji, kupiłam kilka książek, tym razem poszukałam tych z moim ukochanym Paryżem w tytule. Dzięki czemu przenoszę się do tego miasta, choćby oczyma wyobraźni. Na pierwszy ogień poszedł Stephen Clarke i jedna z jego części "Merde..". Dla mnie bomba, lubię jego styl pisania, nutkę humoru, ale rozumiem, że to szczególna pozycja dla paryżoholika, zdecydowanie nie-dla paryżofoba. Przeczytana w dwa wieczory.
Kolejna po jaką sięgnęłam to "Spotkajmy się w Paryżu". I tutaj lekkie rozczarowanie. To zbiór trzech opowiadań,trzech autorek, dziejących się w Paryżu, więc spacer wokół Notre Dame zapewniony, ale dla mnie zbyt infantylnie, zbyt przesłodzone z oczywistym happy endem. Coś dla miłośniczek lektury Harlekina. Nie mówię- nie- ale....
Z większym zaciekawieniem wczytuję się od wczoraj w "Wieczorem w Paryżu" Nicolasa Barreau. Ale nie oceniajmy książki po okładce, zobaczymy dalej.
Dla mnie to wspaniałe umilacze na jesienne długie wieczory.
Kupiłam je wszystkie TU, ceny rewelacyjne,chyba niższych nie znajdziecie.

Poza tym przygarnęłam ostatnio kilka rzeczy, które również zaliczam do czaso-umilaczy,ponieważ nic tak nie poprawia mi humoru, jak otaczanie się rzeczami, na które spoglądając mały banan zarysowuje się na mojej twarzy.

Od Ushii na jej wyprzedaży kupiłam cudownej urody stempelek.
Wiem,wiem,to takie NIC a dla mnie takie COŚ. Postawiony na książkach od Mimi i Zorkiego, wita mnie co rano paryskim Bonjour. A macie już najnowszą część ich książki? Warto poznać te "Dobre strony". Ubolewam ,że nie można już dostać wcześniejszych części.




Wnętrzarskie gazety, bo głównie takie kupuję, ujarzmiłam w druciaku - koszu. Znalazłam wreszcie taki,za rozsądna cenę i w dodatku we Wrocławiu, gdzie synek-chcąc nie chcąc odebrał mi go od bardzo miłej osoby ze TEGO sklepu. 





I na koniec bardzo istotny czaso-umilacz. 
Kinkiet,kupiony również u bardzo miłych ludzi TU który mój M przykręcił na ścianie, dzięki czemu zrobiło nam się luźniej na stole, ponieważ zniknęła z niego stojąca lampka. Mam teraz miejsce na świeczniki,kwiaty w wazonie, no i odkąd stół ma luźniej, po wywaleniu komody, można swobodnie dokoła niego usiąść, nie ciągnąc kabli (wrrr to zmora te kable) od lampki. Na co dzień stół jest również naszym biurkiem-miejscem zarządzania, więc światełko jakieś musi być.


Poza tym wrzosy,kasztany, listki, ot jesiennie po prostu .
A jak u was? czym umilacie sobie jesienne wieczory?

                                                     Pozdrawiam

 

wtorek, 23 września 2014

Takie sobie pstrykanie

Witajcie,jesień,brzydko mówiąc-"pełną gębą",jak w kalendarzu, tak i za oknem,zimno,wieje i słonka jak na lekarstwo... Pochowałam więc dziś żółte podusie ,kocyki,świece,bo jakoś nastrój wyjątkowo nie w odcieniu żółtym... a że,jak zazwyczaj,po drodze,przygarnęłam szewronową czerwoną podusię za rozsądne pieniądze,wyjęłam jej inne do towarzystwa,tak na chwilę bo niebawem wymienię je pewnie na "zwierzyniec" oczywiście od Lucy, a i kanapie dostanie się nowy pokrowiec,ale nie popycham czasu,bo to już tak bardziej pod święta.

Tymczasem jest tak



Luźniej mi się w pokoju zrobiło a to za sprawą odgruzowania się lekkiego z nadmiaru mebli. Wiadomo, człowiek zbieractwo ma jakoby wpisane w naturę ale ja postanowiłam się przeciwstawić i wywaliłam (niedosłownie) zbędne kieliszki,salaterki i inne krupy, w myśl zasady- trzy lata nie noszone(używane), znaczy- niepotrzebne.
I tak pożegnałam się z komodą..
ale nie żałuję,kącik jadalniany,czyli stół i krzesła ma teraz więcej luzu,no i sofka jakoś swobodniej "oddycha" :)


A mój dzielny M zrobił mi z drewna małą komódkę,do której wmontował same szuflady ze starej,dużej komody (podkreślając,że NIGDY więcej nie będzie montował szuflad!).Pomalowałam drewno na biało i mam w kąciku taką jaką chciałam :)

I tak z TEGO

Zostało tylko TO


 I tak po małej roszadzie w kąciku pod oknem stoi nowa -stara komódka a z drugiej strony sofy,stoliczek spod okna.


Nie wiem tylko czy fronciki szuflad nie są ciut za "ciężkie", czy nie przemalować ich na biało???
Ale ja nie bardzo lubię malowane meble z płyty,bo drewniane to i owszem nie raz poszły "pod pędzel". Jak myślicie?

No i wrzosik, hortensje tu i ówdzie,eustoma w doniczce przypomina jeszcze o lecie i pozostaje częściej zapalać świece w kominku i otulać się ciepłym kocykiem...







środa, 3 września 2014

Pachnie jesienią...

Od wielu lat, w zasadzie,od zawsze , z nastaniem pierwszego września,rozpoczęciem szkoły,jakoś tak pachnie mi dokoła jesienią... Bez względu na to,czy pogoda za oknem jest bardziej letnio-jesienna czy odwrotnie,wyczuwam w powietrzu ten jesienny zapach. Zapach chłodnych wieczorów i poranków. Czasem deszczowych,czasem słonecznych,ale jednakowo specyficznie jesiennych. I wiem,że do kalendarzowej jesieni mamy jeszcze 3 tygodnie, wspomnienia szkolnych początków czy to własnych,czy później mojego syna, pachną nieustająco tak samo,lekką obawą,lękiem,emocjami...

Zmieniłam więc marynistyczne granatowe,niebieskie i czerwone poszeweczki,wiosła,lampy na szaro-żółte,tak  na wrześniowe dni. Niech jeszcze trochę będzie jasno,może ciut letnio,nim wyjmę listopadowe czerwienie i brązy.







Podusie są oczywiście od Lucy,jestem cały czas tak samo zauroczona jej pomysłami.

Lampy pozmieniały abażury,jeden z nich zrobiłam z ...ceraty. Można ją w dwóch odcieniach beżu i szarości kupić w LM, za niecałe 13 zł za metr.
Kiedyś obrusy zmywalne-ceraty kojarzyłam ze stołem u babci,nie były zbyt piękne ale miały być praktyczne. Dziś wiele wzorów i motywów jest tak ładnych,że sama bym je gdzieś kładła ,gdybym miała gdzie.

 taki był,kiedyś miałam go na lampie ale dziś jest dla mnie zbyt żółty...




Czy Wam tez wrzesień pachnie już jesienią?









                                       I oczywiście zza okna...





                           Pozdrawiam :)