piątek, 21 marca 2014

magnolia...

Uwielbiam magnolie... mój M. sprawił mi ogromną radość małym badylkiem :)
Ciekawe czy rozwinie się w wodzie. Sparzyłam , jak to robię z bzem, naciętą wcześniej łodyżkę i wstawiłam do wody.
Jak myślicie ,rozwinie się?




                                 Pozdrawiam

czwartek, 20 marca 2014

"Moja Francja" bo " Kocham Paryż" o książkach,o czytaniu...

Miało być o książce i będzie... Bez bicia się przyznaję - mało czytam, jeśli chodzi o książki. Czy mam wyrzuty sumienia słysząc zewsząd jak to "młodzież nie czyta",ogólnie -ludzie  NIE CZYTAJĄ?
 Miewałam, teraz już nie mam.. każdy spędza wolny czas tak, jak lubi. Ja czytam namiętnie blogi i mniej, ale też namiętnie- czasopisma wnętrzarskie. Więc na pytanie czy czytam? odpowiadam-czytam...
Książkę Pani Patrycji Todo kupiłam pod wpływem tytułu. Nie czytałam prędzej jej bloga (KLIK), ale ponieważ moje zakręcenie wokół Francji ciągle trwa, kupiłam książkę "na-kominek".
Wróciwszy do domu, przy herbatce popołudniowej ,sięgnęłam po nią i ...stało się,odłożyłam po 4 godzinach, by z niecierpliwością powrócić kolejnego wieczoru na następne cztery... Nie mogłam się oderwać. Książka napisana lekkim piórem,myślę ,że subiektywnym spojrzeniem autorki na świat w jakim mieszka, na ludzi, na ich zwyczaje. O jej miłości do rodziny,synów, o emigracyjnej tęsknocie i pięknych francuskich pejzażach , o historii, seksie i jedzeniu.
 Dla mnie bomba, zaśmiewałam się pod nosem i ocierałam łzy.
Więcej nie opiszę,ale zachęcam do przeczytania.

Nie wiem,czy połknęłam chwilowego czytelniczego bakcyla ,ale poszłam za ciosem i druga książka jaką kupiłam,( na kominek oczywiście) to "Kocham Paryż" ( a jakże !)Pani Isabelle Lafleche. 

To już nie przemyślenia z życia wzięte ale fikcja literacka, z akcją w Paryżu. Bardzo fajnie i również lekko napisana sensacja z wątkiem miłośnym w tle, która pozwoliła mi przenieść się w świat markowych ubrań, kosmetyków i niestety co za tym idzie wszechobecnych podróbek i walki z nimi.
Tez zachęcam, autorka podaje nam "na talerzu" wiele nazw miejsc,kafejek,alei godnych do pospacerowania podczas wycieczki po Paryżu. Przyznam ,że książka podsunęła mi wiele wspomnień...
Tak więc kochani,czytacie często czy rzadko, książki,gazety czy blogi,dziś zachęcam Was do sięgnięcia po te dwa ....francuskie ciasteczka...
A jeśli macie mi coś do polecenia i chcecie podtrzymać we mnie żar czytelniczy, napiszcie proszę, co ostatnio wam w łapki wpadło i co mogę kupić...na kominek ,oczywiście...



                                 Pozdrawiam

sobota, 15 marca 2014

ciut wiosny na balkonie,galeria na ścianie i kolejne słonka łapanie

Przez ostatnie dni,żeby nie powiedzieć - tygodnie,słonko nas rozpieszczało.Przynajmniej w moim mieście mieliśmy go pod dostatkiem. Z samego ranka mam słonko od strony mojego "młyńskiego okna" więc lubię zerwać się czasem z łóżka i pstryknąć kilka fotek,jako,że aparat często leży na stole w pobliżu.




Potem słonko niestety znika na kilka godzin,żeby powrócić od południowo-zachodniej strony i grzać do samego zachodu. W pełni lata czasem na to narzekamy, ale patrząc ile mamy w naszej strefie klimatycznej słonecznych dni-nie zamieniłabym tych moich stron świata ,na żadne inne.






Ostatnimi czasy bardzo kusiło mnie ,żeby zmienić coś w obrazach a raczej zdjęciach nad sofą. Zmieniłam już trochę wcześniej,przemalowałam passepartou ale cały czas był w tym jakiś chaos,który nie dawał mi spokoju...
Powertowałam gazety wnętrzarskie,podpytałam wujka google i zmieniłam.Było kilka wersji ale stanęło w końcu na takiej








Trzy duże fotografie z widokami z Paryża będą raczej całoroczne,reszta w zależności od nastroju,pory roku,humoru...Dopatrzycie się też "siluetek" mojej rodzinki,w prosty sposób zrobionych. Po prostu fotki z profilu,wydrukowane na drukarce i obcięte wraz z czarnym , sztywnym papieerem,naklejone na białe tło i w rameczki. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju "siluetki".

W pokoju syna,który pełni również funkcje naszej sypialni w okresie jego pobytu na studiach również planuję taką galeryjkę ale składającą się gównie z wydrukowanych typografii,tylko na wszystko przyjdzie czas...to będzie nad biurkiem.
Nad łóżkiem nadal króluje NY,lubię ten plakat i stare druki z budowy NY.




A przy wejściu do kuchni...



Tak oto "kombinuję" wiosennie,otaczając się kilkoma kwiatkami,wciąż opierając hiacyntom i innym "cebulkowym" ale już pewnie nie za długo...

Tymczasem w przedpokoju okleiliśmy z moim M. szafę przesuwną komandora.Cóż, jest bo być musi,w końcu gdzieś musimy mieścić nasze rzeczy ale fanką tego typu szaf nie jestem. Okleiliśmy już jakieś 3 lata temu drugą naszą "komandorkę" (pisałam o tym TU) a teraz dostało się kolejnej. 
Tapeta mnie urzekła,więc dwoje drzwi dostało pasy,dwoje nad i pod lustrem są gładkie a ściana na przeciwko jest w kratę.Trudno na fotkach to sobie pogodzić bo odbija się w lustrze ale ogólnie bardzo mi się podoba. Zrobiło się cieplej i przytulniej. Korytarz oswojony.: )















 Łapiąc słonko nie mogłam się oprzeć już brateczkom na balkonie i kilka już siedzi na swoich miejscach,choć u mnie w zasadzie nigdy nie wiadomo,co - gdzie ma swoje miejsce ,bo co pare dni się przemieszczają,nie tylko przedmioty martwe ale i żywe-o kwiatach właśnie myślę...























A popołudniową porą uwielbiam gapić się na zachody słonka, czy to z nosem przyklejonym do szyby,bo zimno inaczej nie pozwala ,czy to kuląc się na maleńkim balkoniku. Mądrze ktoś - kiedyś powiedział,że wszystko co w środku możemy zmienić ale nie mamy wpływu na widoki za oknem. To prawda. Mnie trudno było by zamienić moje na inne,chyba że równie "zachodnie" bez zaglądania sąsiadom w okna, o co w mieście nie bywa łatwo...















Przepraszam za natłok fotek i różnorodność tematów ale tak to bywa ,jak pisze się tak rzadko,jak ja.
A w następnym poście będzie o książce z kominka i znakach w moim eM.
Zapraszam.