Best Blogger Tips

piątek, 13 lipca 2012

Pokój dla studenta i inne takie tam...






Dzieje się,oj dzieje. Dziecię moje stało się studentem. Pokój jego przeszedł więc totalną remontowo-wnętrzarską metamorfozę z licealnego,gdzie mebelki po lekkim okleinowym liftingu służyły od początku podstawówki, na bardziej udoroślony :)
Było tak:






A zmieniło się na tak :







 Najbardziej zadowolona jestem z puf,które zrobiłam sama (no prawie,mężu ciut pomagał w cięciu styropianu) z 4 kawałków styropianu od ocieplania budynków,sklejonych ze sobą,potem oklejonych cienkimi arkuszami gabki i obszytych materiałem(przez moja niezastąpioną teściową).
Pufki są dzięki temu lekkie jak piórko,łatwe do przestawiania,przekładania i takie właśnie mobilne miały być :)


Zasłony uszyłam już sama ,na przelotkach,które bardzo łatwo można samemu założyć i zaoszczędzić dzięki temu kilka ładnych złotówek...
Wystarczy wszystko dobrze zmierzyć ,zaplanować,kupić taśmę z klejem która dzięki pomocy żelazka ładnie skleja tkaninę a później delikatnie wyciąć nożyczkami otworki i zacisnąć na nich kółka-przelotki.Dla mnie to zdecydowanie milszy sposób na powieszenie zasłon,niż szycie np. szelek,których przycinanie i doszywanie mocno nadszarpnęło niedawno moją cierpliwość...






Zdjęcia chyba od końca ale jak coś niejasne chętnie podpowiem.

Motyw niujorkowy wybrał syn, który marzy kiedyś zwiedzić to miasto, czego bardzo mu życzę, ponieważ lubi ten język i maturę zdał na 100%,ku wielkiej uciesze mojej siostry anglistki, uczącej go tego języka od chyba 3-go czy 4-go roku jego życia.

Poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie pozmieniała czegoś w moim domku.
I tak, zatęskniłam za kolorem. Lato dokoła sieje kolorowe kwiaty, piękne widoki, zachody słońca, więc i u mnie pojawiło się ciut więcej koloru a biel na razie musiała ustąpić miejsca czerwieniom , kwiatom , po prostu barwom.
Mężu z teściem też spełnili mój kaprys i z kilku kupionych w markecie listew zrobili nóżki do blatu który stał w piwnicy kilka miesięcy a pozostał mi po zmniejszaniu innego stoliczka. Żal mi go było bardzo,bo ładny drewniany i gruby i wymyśliłam sobie stoliczek pomocnik o nieco skandynawskim kształcie.
Jako,że mój gust nigdy chyba do końca nie będzie określony i zdefiniowany ale wcale mnie to nie martwi, jest tyle pięknych rzeczy wkoło, że po co ograniczać się do jakiś szablonów, to nie dla mnie ,było by zbyt nudno.
Ja niestety albo i stety mam już tak, jak to mawia moja wnętrzarska guru Candice Olson:
"...dekorowanie wnętrz to dla mnie randka, nie ślub, nie musi być na zawsze ..."
Raz więc rozkoszuję się skandynawska prostotą, by za chwilę tonąć we francuskich buduarach, po czym urzeka mnie angielska wieś...Ostatnio jednak uważam,że "modern country" to chyba to czego namiastkę gromadzę wkoło siebie...I dlatego nie potrafię narazie rozstać  się z moimi kraciastymi zasłonami...



W przedpokoju dołożyłam moje ulubione żaluzjowe drzwiczki do regału w którym trzymam wnętrzarskie czasopisma. Uwielbiam te drzwiczki, zazdraszczam wszystkim, którzy mają takowe szafy u siebie, są boskie i ponadczasowe jak dla mnie,więc sprawiłam sobie choć malutkie do szafeczki.



Brakuje tylko gałek i chyba znów wybiorę się do IKEA w poszukiwaniu tych odpowiednich. Chodzą mi po głowie tez takie z cyklu numerowane albo literkowe, czas pokaże, coś wybiorę.




Na koniec pod pędzel poszła lodówka staruszka,ponieważ ostatnie intensywne jej szorowanie nie wyszło na dobre,pomalowałam ją farba do tablic i dzięki temu co kilka dni zmieniam na niej rysunki i napisy.



A w szufladach szafeczki w korytarzu zawsze już będzie wiadomo gdzie co jest :)
To tyle z moich ostatnich poczynań. W przyszłym poście postaram się pokazać mieszkanko znajomych które im aranżowałam i poddać waszej ocenie.

Miłych wakacyjnych chwil...:)

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Od Świąt do Świąt,czyli z wiosną w duszy...


Czas pędzi nieubłaganie,dopiero co rozbierałam dom ze Świątecznych dekoracji,by już wyjmować,ustawiać,przestawiać kolejne ...tym razem bardziej wiosenne bo... wielkanocne. Chociaż pogoda kilku ostatnich dni zastanawia mnie ogromnie gdy odchylam rano żaluzje,czy to na pewno TE Święta. W sobotę dla przykładu tak sypał śnieg, że śmiałyśmy się z siostrą czy to nie czas na ...choinkę ???? Ale zające ,kurczaki i jaja górą,odpędzamy zimę !!!Uwielbiam kwiaty i strasznie się cieszę,że jest ich coraz więcej na osiedlowym "ryneczku".




A te piękne są prezentowe, od koleżanki "na zdrówko". Stały i zdobiły calutki tydzień :)




Oczywiście na balkonie też już posadziłam bratki i stokrotki,choć przyznam,ze po ostatnich przymrozkach nie wiem czy przetrwają....

Poza tym zagościła w moim pokoju KRATA. Od dawna miałam "na oku" tkaninę Hillery ze znanego "jóskowego" sklepu, ale się wahałam,że zrobi się zbyt "kratowo-kantrowo" no i zawsze powstrzymywała mnie cena.Jednak kiedy ujrzałam moje zasłony po 30 zł na wyprzedaży,nie mogłam się oprzeć... i jestem zadowolona,dodatkowo zasłaniają moje południowe słonko w razie potrzeby pogapienia się w tv przed 20-tą :)






Ponieważ jestem w trakcje tzw. rekonwalescencji i ogólnie rzecz biorąc się obijam, mam czas na zaległe planowane od dawna  nowinki do domku i tak wreszcie po chyba już 3 latach od remontu korytarza, podświetliłam mój tynk strukturalny :) i jestem bardzo zadowolona z efektu, tym bardziej,że kinkiecik to oczywiście moje dzieło :)






A, że Francji w moim domku nigdy za wiele...tu i ówdzie zagościło...to i owo... :))







Pozdrawiam wszystkich do mnie zaglądających i życzę Wam spokojnych, radosnych i wiosennych Świąt Wielkanocnych :))