Best Blogger Tips

wtorek, 11 września 2012

Groch z kapustą,czyli jak to po długiej nieobecności bywa...

Wakacje już za nami, mój urlopik (bo czegoś iście kilkudniowego,nie wypada inaczej nazwać) już też za mną, ale to miły czas, a starym kościom dla relaksu dobrze zrobi i kilka dni. W tym roku nad naszym pięknym morzem i (alleluja!!!) w pięknej pogodzie.

Byliśmy w Krynicy Morskiej,urocze miasteczko,bardzo spokojne,idealne na wypad dla rodzinki z małymi dziećmi,czy dla osób starszych. My już nie to pierwsze i jeszcze(mam nadzieję!) nie to drugie a i tak nam się podobało.


 Gościł nas Krynicki Dwór




 dziki,które w Krynicy spacerują sobie po lesie, jak...wiewiórki po parku (nie wiem czy to dobre porównanie,zważywszy na gabaryty...)
 szeroka plaża





 zwiedziliśmy Gdańsk





Panienka z okienka o 13.03 w Gdańsku











tężnie w Inowrocławiu

i miło było wracać do domu, bo tez pięknej aury to był akurat koniec....

A w domku pomalutku robi się jesiennie.u mnie na razie zielenie i brązy, jak na jesienną szatę przystało. Nie mam jeszcze typowo jesiennych ozdób, bo chciałabym lato zatrzymać jak najdłużej ale oczywiście wrzosom nie potrafię się oprzeć. Goszczą u mnie nie tylko na balkonie ale także w różnych kątach mojego małego eM.













 moja ulubiona "hebe" nigdy nie zagłębiałam się w poprawność jej nazwy,hebe to hebe. Uwielbiam tę roślinkę,która w domowych warunkach przetrwa zazwyczaj ok.2 miesięcy.
 Na balkonie wciąż kwitną pelargonie i bakopa.


Poza tym zainspirowana jednym z telewizyjnych programów wnętrzarskich zrobiłam mojej rodzince
" sylwetki- siluetki" jak je nazywam.

choć przyznam, że chyba mój syn wyszedł na nich najbardziej podobny :)
Jeśli macie ochotę na taką "siluetkę" waszej rodzinki,wystarczy ustawić delikwentów pod jasną ścianą,"cyknąć" fotki profilu,następnie je wydrukować na zwykłym papierze i drukarce, a po wydrukowaniu wyciąć kontury profilu wraz z czarną kartką podłożoną pod wydruk.. Ot,cała filozofia. ważne jednak ,by wielkości głów były w miarę zbliżone.

Poza tym odwiedziłam słynny CZACZ.
Może to nie czas rozpisywać się co o tym sądzę w wielu słowach, powiem po prostu-dla mnie porażka. Bród smród i tandeta, większość  oferowanych mebli w stanie opłakanym i za opłakane pieniądze. Trzeba duuuużoooo obejść, żeby wyszukac coś godnego uwagi , za nieduże pieniązki, wartego odnowienia.
Ale to taka moja baaardzooo subiektywna opinia. Każdy ma prawo do swojej.
Przytargałam stoliczek idealnie nadający się na podstawę do latarni zrobionej przez mojego męża.
Oczyściłam, pomalowałam i już dziś dumnie stoi w moim salooonie, jako ,że latarenki palimy już coraz częściej bo i wieczory coraz dłuższe i chłodniejsze.







Siłą rzeczy, a raczej siłą braku miejsca stojący dotychczas stoliczek musiał wyeksmitować  do przedpokoju, gdzie witał będzie na wprost wejścia gości. A pod nim legowisko dla mojej psinki.







Zakochana ostatnio w paseczkach, kropeczkach i innych krateczkach, często czerwonych przygarnęłam do kuchni 4 kubeczki.




A na koniec stanowisko dowodzenia ,czyli nasz stół, który bardziej i częściej służy nam za biurko.



Pozdrawiam Was serdecznie i zagłębiam się w lekturę dawno nieodwiedzanych BLOGOWISK :)))


czwartek, 9 sierpnia 2012

Paryskie talerzyki i szybka kawka

Dzisiejsze wytwory powstały pod wpływem chwili. Zapowiedziana kawka z przyjaciółką zmusiła mnie do działania, bo jak to w życiu bywa i "szewc bez butów chodzi", tak robiłam różne decoupagowe talerzyki znajomkom bliższym i dalszym a sama mam tylko dwa i to sprzed... lat.
Tak więc skoro świt wzięłam się do działania.
W ruch poszedł klej do ceramiki ,serwetki i papier ryżowy i tak smyk pyk talerzyki gotowe. Lubię pracę z papierem ryżowym, uwielbiam jego strukturę, szczególnie na szkle.





Ciacho z takich talerzyków smakowało wybornie :)

                                             Smacznego  :)

piątek, 3 sierpnia 2012

kilka nowych tacek dla brzuszków łakomczuszków i nie tylko...





Dziś króciutko, tylko kilka nowych tacek z "sentencjami",dla maluszków i tych starszych. Ponuro za oknem więc nadrabiam zaległości, szyję, pokażę niebawem, albo i nie, zależy co z tego wyjdzie :)

 





                                 Miłego weekendowania :)))

środa, 1 sierpnia 2012

Butelkowa lampka nowa i wykładzina jak stare listy..



Od jakiegoś czasu nosiło mnie po prostu, żeby zmajstrować jakąś lampkę, jako , że miłośniczką lampeczek różnorakich jestem od dawien dawna...Najpierw kombinowałam lampkę z pewnej "skamieliny" muszli, która robi w mojej łazience za stojak na szczotki i grzebienie, bo taka właśnie urzekła mnie w gabinecie Erica Forrestera ( jeśli ktoś wie co to "Moda na sukces", wie kto to Eric Forrester i być może wie o jaką lampkę chodzi). Ale nie o tym miało być,dumałam i dumałam i w końcu wczorajszego ranka ,przecierając blaty kuchenne, chwyciłam w ręce butelkę w kształcie wieży Eiffla, którą dostałam jakiś czas temu od mojej koleżanki Bożenki, która to wie, bo mnie zna, że śladów Paryża w moim domku nigdy za wiele. Butelka po nalewce, u mnie była na sok ale upały ostatnich tygodni sprawiły, że sok raczej stoi w lodówce a ta butelka ma do tego po pierwsze zbyt pokaźne rozmiary a po drugie, żal mi było ją schować.
To był moment i już widziałam oczyma wyobraźni tę lampeczkę na mojej komodzie !!! "Wtyknęłam" więc w ową butlę kawałek rurki z obsadką IKEOWEJ starej lampki, pożyczyłam na chwilkę klosik od żyrandola i zaczęłam działać !
W zasadzie obsadka ,kable ,rurki, przełączniki , wszystko to miałam od różnorakich lampek innych nazbierane, które to dokończyły swego żywota jako lampki, stały się świecznikami czy innymi ozdobami.
Nie miałam jednego - dziury w butli , którą miał wyjść kabelek. Ponieważ kiedyś robiłam dziury w szkle u Pana szklarza ale że kosztowało mnie to chyba 10 zł , postanowiłam zaopatrzyć się w wiertło do szkła i płytek z LM i zrobić sobie dziurę SAMA.
Tak też zrobiłam. Wiercenie w szkle to była dla mnie nowość i początkowo myślałam, że to wyrzucone w błoto 17 zł za wiertło ale się nie poddałam. Z pomocą mojej cierpliwej ponad wszystko drugiej połówki, po 20 dobrych minutach naporu z naszej strony, ukazał się OTWÓR !

To już był duży sukces :) teraz przeciąganie kabelka między górną i dolną dziurką, tu pomógł drut oraz sklejone z wkrętakiem szydełko. No i udało się.
Dziś od rana wycieczka do LM i wybór klosika. Zakupiłam sztuk 3, ponieważ jak to ja , zdecydować od razu się nie mogłam, ale chyba zostanie TAK

No nie byłabym sobą, gdybym nie dodała do wersji sklepowej choć odrobiny koronki, czy kokardki :)
Co myślicie ? jest OK ? 
A ponieważ miejsca w domku mam tyle ile mam, jedna z lampek jest na sprzedaż, gdyby ktoś był zainteresowany, wystawiłam ją w mojej Galerii (klik)



Tyle o lampiszonach.
Poza tym, szukając z koleżanką dywanu do jej salonu, zakochałam się w wykładzinie. Tak, bardzo lubię wykładziny i tapety i choć niektórym wydają się i jedne i drugie "przeżytkami", ja je bardzo lubię, na pewno nie maja nic wspólnego z dawnymi papierami kładzionym na ściany ani ze sztywnym linoleum z czasów PRL-u. Ponieważ stopniowo, małymi kroczkami udało mi się wyeliminować z mojej kuchni zieleń, nadal, równie pomalutku eliminuję - żółć. Jednak sen z oczu spędzała mi podłoga - duże  ŻÓŁTE kafle. Gdy ujrzałam więc tę wykładzinę, nie myślałam zbyt długo i po kilku dniach już męczyłam się z siostrą by ją jakoś upakować na mojej kuchennej podłodze. A teraz się oswajam, czasem myśląc, że stąpam po niesprzątniętym papierze do decoupage. Ale jest fajnie, byle wytrzymała czas syna studiów, przez który zapewne kuchnia większego remontu się nie doczeka...


Myślę, że do moich szafek udających dąb bielony, malowanego na biało stołu, cafe latte na ścianach i paskach kubeczkowej tapety jest OK :)

W związku z tym zapraszam do kuchni moją ukochaną czerwień :) Nabyłam już pierwszy zakup emaliowany, czerwony dzbanek . I mam do was prośbę, jeśli macie jakieś namiary na sklepiki internetowe z fajnymi kubeczkami w czerwieniach, mogą być kropeczki, paseczki, kwiateczki to BARDZO BARDZO proszę piszcie.
Pozdrawiam i znikam czyścić dalej krzesło i malować półkę, ale "o tem - potem" :)