Best Blogger Tips

czwartek, 9 sierpnia 2012

Paryskie talerzyki i szybka kawka

Dzisiejsze wytwory powstały pod wpływem chwili. Zapowiedziana kawka z przyjaciółką zmusiła mnie do działania, bo jak to w życiu bywa i "szewc bez butów chodzi", tak robiłam różne decoupagowe talerzyki znajomkom bliższym i dalszym a sama mam tylko dwa i to sprzed... lat.
Tak więc skoro świt wzięłam się do działania.
W ruch poszedł klej do ceramiki ,serwetki i papier ryżowy i tak smyk pyk talerzyki gotowe. Lubię pracę z papierem ryżowym, uwielbiam jego strukturę, szczególnie na szkle.





Ciacho z takich talerzyków smakowało wybornie :)

                                             Smacznego  :)

piątek, 3 sierpnia 2012

kilka nowych tacek dla brzuszków łakomczuszków i nie tylko...





Dziś króciutko, tylko kilka nowych tacek z "sentencjami",dla maluszków i tych starszych. Ponuro za oknem więc nadrabiam zaległości, szyję, pokażę niebawem, albo i nie, zależy co z tego wyjdzie :)

 





                                 Miłego weekendowania :)))

środa, 1 sierpnia 2012

Butelkowa lampka nowa i wykładzina jak stare listy..



Od jakiegoś czasu nosiło mnie po prostu, żeby zmajstrować jakąś lampkę, jako , że miłośniczką lampeczek różnorakich jestem od dawien dawna...Najpierw kombinowałam lampkę z pewnej "skamieliny" muszli, która robi w mojej łazience za stojak na szczotki i grzebienie, bo taka właśnie urzekła mnie w gabinecie Erica Forrestera ( jeśli ktoś wie co to "Moda na sukces", wie kto to Eric Forrester i być może wie o jaką lampkę chodzi). Ale nie o tym miało być,dumałam i dumałam i w końcu wczorajszego ranka ,przecierając blaty kuchenne, chwyciłam w ręce butelkę w kształcie wieży Eiffla, którą dostałam jakiś czas temu od mojej koleżanki Bożenki, która to wie, bo mnie zna, że śladów Paryża w moim domku nigdy za wiele. Butelka po nalewce, u mnie była na sok ale upały ostatnich tygodni sprawiły, że sok raczej stoi w lodówce a ta butelka ma do tego po pierwsze zbyt pokaźne rozmiary a po drugie, żal mi było ją schować.
To był moment i już widziałam oczyma wyobraźni tę lampeczkę na mojej komodzie !!! "Wtyknęłam" więc w ową butlę kawałek rurki z obsadką IKEOWEJ starej lampki, pożyczyłam na chwilkę klosik od żyrandola i zaczęłam działać !
W zasadzie obsadka ,kable ,rurki, przełączniki , wszystko to miałam od różnorakich lampek innych nazbierane, które to dokończyły swego żywota jako lampki, stały się świecznikami czy innymi ozdobami.
Nie miałam jednego - dziury w butli , którą miał wyjść kabelek. Ponieważ kiedyś robiłam dziury w szkle u Pana szklarza ale że kosztowało mnie to chyba 10 zł , postanowiłam zaopatrzyć się w wiertło do szkła i płytek z LM i zrobić sobie dziurę SAMA.
Tak też zrobiłam. Wiercenie w szkle to była dla mnie nowość i początkowo myślałam, że to wyrzucone w błoto 17 zł za wiertło ale się nie poddałam. Z pomocą mojej cierpliwej ponad wszystko drugiej połówki, po 20 dobrych minutach naporu z naszej strony, ukazał się OTWÓR !

To już był duży sukces :) teraz przeciąganie kabelka między górną i dolną dziurką, tu pomógł drut oraz sklejone z wkrętakiem szydełko. No i udało się.
Dziś od rana wycieczka do LM i wybór klosika. Zakupiłam sztuk 3, ponieważ jak to ja , zdecydować od razu się nie mogłam, ale chyba zostanie TAK

No nie byłabym sobą, gdybym nie dodała do wersji sklepowej choć odrobiny koronki, czy kokardki :)
Co myślicie ? jest OK ? 
A ponieważ miejsca w domku mam tyle ile mam, jedna z lampek jest na sprzedaż, gdyby ktoś był zainteresowany, wystawiłam ją w mojej Galerii (klik)



Tyle o lampiszonach.
Poza tym, szukając z koleżanką dywanu do jej salonu, zakochałam się w wykładzinie. Tak, bardzo lubię wykładziny i tapety i choć niektórym wydają się i jedne i drugie "przeżytkami", ja je bardzo lubię, na pewno nie maja nic wspólnego z dawnymi papierami kładzionym na ściany ani ze sztywnym linoleum z czasów PRL-u. Ponieważ stopniowo, małymi kroczkami udało mi się wyeliminować z mojej kuchni zieleń, nadal, równie pomalutku eliminuję - żółć. Jednak sen z oczu spędzała mi podłoga - duże  ŻÓŁTE kafle. Gdy ujrzałam więc tę wykładzinę, nie myślałam zbyt długo i po kilku dniach już męczyłam się z siostrą by ją jakoś upakować na mojej kuchennej podłodze. A teraz się oswajam, czasem myśląc, że stąpam po niesprzątniętym papierze do decoupage. Ale jest fajnie, byle wytrzymała czas syna studiów, przez który zapewne kuchnia większego remontu się nie doczeka...


Myślę, że do moich szafek udających dąb bielony, malowanego na biało stołu, cafe latte na ścianach i paskach kubeczkowej tapety jest OK :)

W związku z tym zapraszam do kuchni moją ukochaną czerwień :) Nabyłam już pierwszy zakup emaliowany, czerwony dzbanek . I mam do was prośbę, jeśli macie jakieś namiary na sklepiki internetowe z fajnymi kubeczkami w czerwieniach, mogą być kropeczki, paseczki, kwiateczki to BARDZO BARDZO proszę piszcie.
Pozdrawiam i znikam czyścić dalej krzesło i malować półkę, ale "o tem - potem" :)




piątek, 13 lipca 2012

Pokój dla studenta i inne takie tam...






Dzieje się,oj dzieje. Dziecię moje stało się studentem. Pokój jego przeszedł więc totalną remontowo-wnętrzarską metamorfozę z licealnego,gdzie mebelki po lekkim okleinowym liftingu służyły od początku podstawówki, na bardziej udoroślony :)
Było tak:






A zmieniło się na tak :







 Najbardziej zadowolona jestem z puf,które zrobiłam sama (no prawie,mężu ciut pomagał w cięciu styropianu) z 4 kawałków styropianu od ocieplania budynków,sklejonych ze sobą,potem oklejonych cienkimi arkuszami gabki i obszytych materiałem(przez moja niezastąpioną teściową).
Pufki są dzięki temu lekkie jak piórko,łatwe do przestawiania,przekładania i takie właśnie mobilne miały być :)


Zasłony uszyłam już sama ,na przelotkach,które bardzo łatwo można samemu założyć i zaoszczędzić dzięki temu kilka ładnych złotówek...
Wystarczy wszystko dobrze zmierzyć ,zaplanować,kupić taśmę z klejem która dzięki pomocy żelazka ładnie skleja tkaninę a później delikatnie wyciąć nożyczkami otworki i zacisnąć na nich kółka-przelotki.Dla mnie to zdecydowanie milszy sposób na powieszenie zasłon,niż szycie np. szelek,których przycinanie i doszywanie mocno nadszarpnęło niedawno moją cierpliwość...






Zdjęcia chyba od końca ale jak coś niejasne chętnie podpowiem.

Motyw niujorkowy wybrał syn, który marzy kiedyś zwiedzić to miasto, czego bardzo mu życzę, ponieważ lubi ten język i maturę zdał na 100%,ku wielkiej uciesze mojej siostry anglistki, uczącej go tego języka od chyba 3-go czy 4-go roku jego życia.

Poza tym nie byłabym sobą, gdybym nie pozmieniała czegoś w moim domku.
I tak, zatęskniłam za kolorem. Lato dokoła sieje kolorowe kwiaty, piękne widoki, zachody słońca, więc i u mnie pojawiło się ciut więcej koloru a biel na razie musiała ustąpić miejsca czerwieniom , kwiatom , po prostu barwom.
Mężu z teściem też spełnili mój kaprys i z kilku kupionych w markecie listew zrobili nóżki do blatu który stał w piwnicy kilka miesięcy a pozostał mi po zmniejszaniu innego stoliczka. Żal mi go było bardzo,bo ładny drewniany i gruby i wymyśliłam sobie stoliczek pomocnik o nieco skandynawskim kształcie.
Jako,że mój gust nigdy chyba do końca nie będzie określony i zdefiniowany ale wcale mnie to nie martwi, jest tyle pięknych rzeczy wkoło, że po co ograniczać się do jakiś szablonów, to nie dla mnie ,było by zbyt nudno.
Ja niestety albo i stety mam już tak, jak to mawia moja wnętrzarska guru Candice Olson:
"...dekorowanie wnętrz to dla mnie randka, nie ślub, nie musi być na zawsze ..."
Raz więc rozkoszuję się skandynawska prostotą, by za chwilę tonąć we francuskich buduarach, po czym urzeka mnie angielska wieś...Ostatnio jednak uważam,że "modern country" to chyba to czego namiastkę gromadzę wkoło siebie...I dlatego nie potrafię narazie rozstać  się z moimi kraciastymi zasłonami...



W przedpokoju dołożyłam moje ulubione żaluzjowe drzwiczki do regału w którym trzymam wnętrzarskie czasopisma. Uwielbiam te drzwiczki, zazdraszczam wszystkim, którzy mają takowe szafy u siebie, są boskie i ponadczasowe jak dla mnie,więc sprawiłam sobie choć malutkie do szafeczki.



Brakuje tylko gałek i chyba znów wybiorę się do IKEA w poszukiwaniu tych odpowiednich. Chodzą mi po głowie tez takie z cyklu numerowane albo literkowe, czas pokaże, coś wybiorę.




Na koniec pod pędzel poszła lodówka staruszka,ponieważ ostatnie intensywne jej szorowanie nie wyszło na dobre,pomalowałam ją farba do tablic i dzięki temu co kilka dni zmieniam na niej rysunki i napisy.



A w szufladach szafeczki w korytarzu zawsze już będzie wiadomo gdzie co jest :)
To tyle z moich ostatnich poczynań. W przyszłym poście postaram się pokazać mieszkanko znajomych które im aranżowałam i poddać waszej ocenie.

Miłych wakacyjnych chwil...:)