Best Blogger Tips

sobota, 20 sierpnia 2011

Pierwsze próby przenoszenia wydruków z Citra Solv

Witajcie, nie odpuściłam tematu i pokserowałam dziś wydruki (oczywiście z tej strony) w różnych punktach ksero w moim mieście i już wiem, że nie każdy z nich da się przenieść na tkaninę za pomocą magicznego Citra Solv. Tylko nie wiem dlaczego? Przypuszczam,że zależy to od tonera jaki jest używany w ksero.
Ale już mniejsza o to, mam jeden punkt z którego ZAWSZE SIĘ UDAJE.
Sam sposób przenoszenia podpatrzyłam od niektórych z Was.
Czyli kolejno, nadruk w odbiciu lustrzanym, kserówka tego nadruku, potem przyszpiliłam go do tkaniny (u mnie poszewki na podusię, więc do wewnątrz włożyłam folię,żeby nadruk nie przesiąkł na spodnią warstwę podusi), pędzelkiem kilka kropli Citra Solv aż nadruk "pojawił" się na kartce (przemókł) i łyżką stołową masowanie tego nadruku kilka chwilek,no i na koniec sekunda żelazkiem.
Wyszło mi jak na pierwszy raz myślę, że całkiem nieźle :)
Teraz już jak wpadnę w ten wir to masakra, wszystko będzie "odrukowane" .
Jak wspominam początki mojej przygody z decoupage kilka lat temu było dokładnie tak samo...
Jak widać na ściereczce nadruk jest "mocniejszy" niż na podusi, ale może dlatego ,ze to naturalna bawełna? Będę jeszcze próbować.
Co do acetonu nie próbowałam narazie, ale napewno kiedyś tak. Boję sie tylko nieprzyjemnego zapachu ,no bo jak porównywać aromat pomarańczy z acetonem...?...
Wracam do zabawy :)

piątek, 19 sierpnia 2011

Przepis na...czyli usprawiedliwiam nieobecność :)

Nie było mnie troszkę w blogowym świecie ale w miare możliwości (czyt.CZASU) zaglądałam tu i ówdzie. Teraz nadrabiam zaległości w zamówieniach tzw.codziennych jak i blogowaniu. A dzieje się u Was ciągle dużo ciekawych,nowych rzeczy.
A nie byłam, ponieważ całkowicie pochłoną mnie pewien duży projekt-zamówienie,który okazał się być trudniejszym do realizacji niż myślałam i przez co czas upływał mi dwa...ba...pięć razy szybciej.
Ale dałam radę, też dzięki pomocnym osóbkom,choć odczuły to wszystkie moje członki (nie tylko rodziny hihi).

To duże wyzwanie ale też OGROMNA SATYSFAKCJA :)


Nie oglądałam systematycznie pierwszego sezonu serialu ale może nadrobię od września wraz z emisją drugiego sezonu :)

A poza tym znajomki mieszkający na Jersey(tak, to ta wyspa owiana ostatnio tragicznymi informacjami we wszelkick wiadomościach) przywieźli mi pewne "cudeńko" CitraSolv , które zamierzam już dziś konkretniej przetestować, bo przyznam, że wczorajsze pierwsze próby mnie strasznie zniechęciły ale jestem upatra i nie odpuszczam a o tym,co z tego wyniknie napewno w następnym poście :) Jeśli testowaliście już ten produkt,podzielcie się Waszymi opiniami i spostrzeżeniami :)

Do ...napisania :)

środa, 13 lipca 2011

Komercyjnie,czyli stolik znowu na sprzedaż,lampka dopiero na sprzedaż

Dziś będzie krótko i na temat. Z bólem serca ale niestety nie mogę tego wszystkiego już pomieścić i jednak ponownie wystawiam mój kochany stolik-ławę na sprzedaż,cóż mówi się trudno i trzeba żyć dalej,pokoju nie napompuję...dlatego jeśli ktoś jest chętny,proszę piszcie...Mebelek jest na małych roleczkach ,żeby był bardziej mobilny,kto nie chce może je bez problemu odkręcić.Stan BDB.

Zapraszam do zakupu ślicznego stolika,ławy z pięknymi toczonymi nogami,grubym blatem i szufladką.Mebel wykonany z drewna sosnowego,stabilne grube nogi i szeroki blat.Zgrabna szufladka na piloty lub podkładki pod kubki. Idealny do wnętrz w stylu prowansalskim a także dla każdego kto ceni klimatyczny wystrój swojego domu. W razie pytań proszę o mail.



Wymiary 68 na 90 na 47.


Piękny mebelek
 
odbiór osobisty lub przesyłka kurierem ok.40-50zł.







Poza tym lampka w stylu prawansalskim,przecierki,spękania,jednym słowem shabby chic jak się patrzy :) Klosik z koroneczką dokupiony nowy. Lampek ci u mnie pod dostatkiem :)
Zapraszam serdecznie do zakupu



niedziela, 19 czerwca 2011

Polubiłam czerwień... i inna metoda nadruków na tkaniny

Nie,że kiedyś jej nie lubiłam, ale od pewnego czasu moimi wnętrzami kierują jasne kolory. Tak teraz mam, lubię jasno ale czasem tęsknię za kolorem i dlatego właśnie łatwiej wprowadzić odrobinę koloru, tu i ówdzie innego, mając stonowaną bazę... Mój przedpokój dostał ostatnio po małej obróbce drzwi wejściowych nową szarość, nie do końca taką o jakiej myślałam ale to kolejny dowód na to ,że szarości bywają kapryśne i potrafią "trącić" czasem fioletem, czasem błękitem. Moja jest właśnie tak lekko szaro-błękitna ale już ją oswoiłam, jednak od samego początku aż prosiła się do tego czerwień. I tak też się stało, zmajstrowałam kawałek gałganka na okno, powyjmowałam z pudeł czerwone dodatki no i nie mogłam się oprzeć pewnej znanej wszystkim ramie z bardzo znanego sklepu, która przybrała się u mnie w czerwinie, zgodnie z tym co w korytarzu miało zagościć...

 Co do zasłony chcę zrobić u góry nadruk,nie wiem do końca jeszcze jaki ale to inny sposób nadruku na tkaninie,taka naprasowanka na materiał. Wykonujemy nadruk na specjalnej folii do ciemnych lub jasnych tkanin (szczerze mówiąc różnicy jeszcze nie rozszyfrowałam i naprasowujemy nadruk na tkaninę. Szerzej i dokładniej napisze w nastepnym poście.



I na razie tak zostanie, nie wiem jeszcze na jak długo ale teraz lubię tą moją czerwień :)
W pokoju nowy radosny akcencik, dzięki dobrej duszyczce mającej do moich wymyślań cierpliwość.
Klateczka hafcik, niemalże kopia mojej metalowej...
Dostało się też i kuchni,walka z wymysłami na ścianę przy stole zakończona,dzięki tapecie która sama wpadła w moje łapki podczas zakupów zupełnie innego sortu w L.M. No i imieninowy prezent, moja wymarzona od dawna karafka i kielichy do wody, czy soku z B.M.

Poczyniłam też manekina, dawno chciałam mieć swojego... i mam, może nie jest idealny ale jest MÓJ i takim go lubię,ważne , że niepowtarzalny. Nazywam go/ją moją "małą paryżanką" i taki to napisać spróbuję na nim zrobić,jak zbiorę się na odwagę...
A na balkonie w tym roku jakoś nie wiedzieć czemu, niewiele się dzieje, ale to co jest też cieszy nasze oczy :)
Pozdrawiam Was serdecznie :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Wiosenne przemalowania i stolik który szuka własciciela

Wiosna gości juz w kalendarzach od kilku tygodni ale na dworze nie zawsze ją widać. Słoneczne dni przynoszą energię i chęci do pracy i zmian, ale deszczowe mnie zawsze przygnebiają. Nie patrząc na to ,czy przymrozek jeszcze do nas powróci postanowiłam poasadzić juz na balkonie chociaż kilka kwiatków,oczywiści to brateczki i stokrotki. Ostatnie wichury nie oszczedzały ich wcale ale dzis jest już znacznie spokojniej i widzę ,że dały sobie radę.
Ponieważ od dawna nosiłam się z zamiarem pozbycia sie wszelakiej zieleni w moim mieszkaniu (oprócz roślin oczywiście),kolejno zaczęłąm przerabiać,przemalowywać,oklejać wszystkie zielone elementy. I tak pierwsza ofiara padła szafa komandorowa w kolorze olcha zielona,brrr,gdzie ja miałam rozum i oczy, ale dawno to było.... Została poprostu oklejona tapetą a boczne listwy wymienione na kolo pasujacy do drzwi i podłogi. Teraz jest w kolorze ...wafelkowym, jak go okresliła moja koleżanka. Niewiele pracy a jaka radocha :)))
To nic strasznego,jeśli macie ochotę na zmiany frontów meblowych, tapeta jest wg. mnie zdecydowanie lepszym pomysłem niz np.okleiny. Po pierwsze wybór przeogromy, jakość bardzo dobra i wystarczy tylko mocny klej, oczyścić płytę meblową papierem ściernym i do pracy.Ja tak okleiłam już ponad rok temu meble w pokoju syna i zapewniam wszystko jest z nim ok.
Następnie stół kuchenny i taborety przestały być zielone. Przemalowałam wszystko na biało, z przecierkami a blat stołu jest teraz przetarty białym woskiem i wielokrotnie olejowany. To akurat duzo żmudnej roboty, ale cieszy efekt końcowy.
Jak już walka z stołem i taboretami dobiegła końca, ogarnęłam wzrokiem moje nieco miętowe ściany i decyzja była błyskawiczna. Po godzinie stałam w progu z farbą w ręku i do dzieła. Bardzo polubiłam kolor caffe latte z beckersa lub cappucino ( w LM jest jedna w Casto druga nazwa, na ścianie to to samo,mam i jeden i drugi kolor,różnia się tzw. bazą użytą do powstania koloru).  Kilka godzin gimnastyki i beż zagościł w mojej kuchni. Nie zrażajcie się malując beckersem ,ze kolor po pierwszej warstwie wydaje się...nijaki,ona potrzebuje dłuższego schnięcia i zmienia zdecydowanie kolor na przyjaźniejszy dla oka. Jest bardzo wydajna i nie chlapie mocno malując wałkiem.

Najgorszym wyzwaniem były moje zielono-szare płytki kuchenne na ścianach. Przyznam,że bałam się za nie zabrać, ale co tam, raz kozie śmierć. Porządne szorowanie, skrobanie fug ( to najgorsza robota-nie polecam) a potem już mały wałeczek i podkład Fluggera do powierzchni śliskich. To bardzo ważna część pracy,dobry grunt pod farbę, żeby zwiekszyc jej przyczepność do płytek. Na drugi dzień pozostało juz tylko malowanie dwoma warstwami farby. Nie użyłam żadnego cudu, poprostu akrylowa emalia z Dekorala a ponieważ chciałam, żeby płytki jak najbardziej przypominały kolor ścian i zlały się z nimi, pomieszałam biel,cafe late,ciut szarości, metodą prób i błędów uzyskujac wreszcie pożądany kolor.

Kolejny dzień biała fuga i tatammm, miodzio, nareszcie jasno, i niezielono!!!

Na koniec pozostały parapecik i półeczki ale to juz przy całym ogromie roboty i bałaganu było przysłowiowym pryszczem.

Wiem juz teraz ,że z zieleni zdecydowanie lubię kwiaty w moim domu. Przy zmienności upodobań naprawdę warto tworzyć wokół siebie neutralne wnętrza, gdzie kolorem dodatków mozna sobie zmieniac ich klimat tak często jak nam sie to podoba...

Kolejna pracą było odnowienie stolika, ławy. to też zajęło mi wiele dzionków szlifowania, przecierania, malowania ale efekt jest baaardzooo zadowalający.
Stolik szuka nowego domku, jesli ktoś ma na niego ochotę proszę piszcie na maila


ma wymiary ok.90cm na 68cm I wysoki na 46cm
Blacik będzie oczywiście jeszcze lakierowany a szufladka dostanie nowy uchwycik :)

w kolejce czeka półka kuchenna, choć niekoniecznie tylko kuchenna, manekin o którym marzyłam od dawna, lampka  prosto jak z Prowansji...ale o tym za kilka dni...


niedziela, 16 stycznia 2011

Styczniowe nastroje

Zawsze styczeń przynosi mi kiepski nastrój.Rozleniwiona po Świętach z trudem wracam do normalności,ogólnie pojętej "normalności" bo przecież dla każdego jest ona nieco inna...
Pogoda za oknem nie sprzyja działniu,narazie Pani Zima zamieniła się w Panią ...nie wiadomo co! Smutno ,szaro,słonka nie widać,resztki brudnego śniegu na poboczach i ogólnie panująca chlapa sprawiaja ,że biegiem wracamy do domu i z wytęsknieniem wypatrujemy wiosny.
Wiem,wiem, że do wiosny jeszcze daleka droga ,wiem,wiem, że powinniśmy celebrowac każdy dzień życia,bo biegnie ono za szybko ,ale chociaż mały wiosenny akcencik był mi bardzo potrzebny.Tym bardziej ,że zadomowił się w prezentowej koronie od siostrzanego Mikołaja :) Storczyk tez zakwitł świąteczno-noworocznie, co prawda tylko dwoma kwiatkami,ale to i tak radość ,że wogóle:)
W mieszkanku zrobiło się znowu luźniej, jakby przestrzenniej ale jednak smutniej ,bez Świątecznych ozdóbek i Pani Choinki.
Świąteczne bibeloty spoczęły na rok w kartonach a na piedestał powróciły dawne kurzołapki i nowe przybytki, jak chociażby ślicznej wielkości i urody hortensja, podarowana od znajomków, która wpasowała się w kamienny gazonik.

Kilka mikołajowych podarków też znalazło swoje miejca, nigdy nie są to miejsca docelowe, bo u mnie z dnia na dzień mogą wylądować w innej aranżacji.Cóż ,tak juz mam...

Anioły,koniki, świeczniki pozostają, nie uważam ich za wystój iście świąteczny, mnie towarzyszą cały rok.

Przy okazji znoszenia świątecznyh ozdób na piwniczny spoczynek,wpadła mi w ręce stareńka lampka. Już wiem,że jako lampka u mnie nie posłuży , ale o tym następnym razem...

A dziś paradoksalnie  na zakończenie - Witam Was serdecznie w Nowym Roku :)))