Best Blogger Tips
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2011

Manekin w nowej odsłonie,czyli łapiąc jesienne słońce.

Jesienią w moim mieszkanku słonka jak na lekarstwo.Zagląda nieśmiało koło 14, by po 15 już zniknąć za horyzontem.Wiadomo, obecnie dni najkrótsze więc chciało by się je złapać w pudełko i zostawić na potem...Ale to tylko marzenia.
Ponieważ lampy wszelkiego rodzaju po prostu uwielbiam, mam ich kilka w pokoju. Tzw. górne światło zapalam bardzo rzadko, jak już muszę się maksymalnie doświetlić, coś robiąc na przykład. Na co dzień a w zasadzie na co popołudnie rozświetla nam mrok światło lamp, by wieczorową porą ustąpić miejsca  również wszech obecnym świecom...
Manekin który poczyniłam na wiosnę stał sobie skromniutki w kąciku korytarza witając gości, ale od dawna mierzyłam się z zamiarem zrobienia z niego lampy. I wreszcie zamieniłam zamiary na czyny i po dwóch godzinach ciężkiej dłubaniny mam mojego lampiszona :)
Bardzo mnie cieszy i dodaje uroku mojemu domowi w długie szare jesienne wieczory.
O ile przewiercenie(a raczej przedłubanie) korpusu jakoś poszło o tyle z noga było już gorzej, ponieważ wiercenie z góry i z dołu nijak po środku spotkać się nie mogło. Ale na szczęście mój wyrozumiały M. dopomógł mym trudom i dzięki temu kabelek wychodzi z nogi na samym dole tak jak chciałam.


Niestety "kapelusz" póki co pożyczony od innej lampy ale jak trafię na odpowiedni, na pewno zamienię :) A może macie jakieś propozycje , pomysły na kapelusz dla mojej manekinowej lampy? Podzielcie się proszę.


Nastąpiła też zmiana w pozostałych lampach. Zakupiłam dwie nowe, drewniane i jednej się dostało rozwodnioną akrylówką paćkaną po kolei biel,szarość i brąz
A drugą potraktowałam bejcą i białym woskiem. Oczywiście abażury ozdobione przeze mnie nadrukami metodą,nazwijmy ją  "citra -solv", o której już pisałam nie raz(...nie dwa pewnie).


i tym oto sposobem cztery urocze lampiszony oświetlają moje eM, bo ostatnia z nich stoi na stole i służy nam głównie do codziennej pracy , bądź przyjemności buszowania po necie :)
Ta malowana akrylem i postarzana shabby chic.
To o sztucznym świetle tyle a tym czasem napawajmy się słabiutkimi już ale zawsze pełnymi uroku, energii i siły promykami zachodzącego słonka...
A na koniec ,mam,wreszcie mam, mój wyczekany dywan. 
Oczywiście ,że IKEA .
No i ani się obejrzałam, posta nie zdążyłam dopisać i już trzeba włączać lampy. Idzie zmrok....
Pozdrawiam serdecznie zaglądających w me progi :)


niedziela, 19 czerwca 2011

Polubiłam czerwień... i inna metoda nadruków na tkaniny

Nie,że kiedyś jej nie lubiłam, ale od pewnego czasu moimi wnętrzami kierują jasne kolory. Tak teraz mam, lubię jasno ale czasem tęsknię za kolorem i dlatego właśnie łatwiej wprowadzić odrobinę koloru, tu i ówdzie innego, mając stonowaną bazę... Mój przedpokój dostał ostatnio po małej obróbce drzwi wejściowych nową szarość, nie do końca taką o jakiej myślałam ale to kolejny dowód na to ,że szarości bywają kapryśne i potrafią "trącić" czasem fioletem, czasem błękitem. Moja jest właśnie tak lekko szaro-błękitna ale już ją oswoiłam, jednak od samego początku aż prosiła się do tego czerwień. I tak też się stało, zmajstrowałam kawałek gałganka na okno, powyjmowałam z pudeł czerwone dodatki no i nie mogłam się oprzeć pewnej znanej wszystkim ramie z bardzo znanego sklepu, która przybrała się u mnie w czerwinie, zgodnie z tym co w korytarzu miało zagościć...

 Co do zasłony chcę zrobić u góry nadruk,nie wiem do końca jeszcze jaki ale to inny sposób nadruku na tkaninie,taka naprasowanka na materiał. Wykonujemy nadruk na specjalnej folii do ciemnych lub jasnych tkanin (szczerze mówiąc różnicy jeszcze nie rozszyfrowałam i naprasowujemy nadruk na tkaninę. Szerzej i dokładniej napisze w nastepnym poście.



I na razie tak zostanie, nie wiem jeszcze na jak długo ale teraz lubię tą moją czerwień :)
W pokoju nowy radosny akcencik, dzięki dobrej duszyczce mającej do moich wymyślań cierpliwość.
Klateczka hafcik, niemalże kopia mojej metalowej...
Dostało się też i kuchni,walka z wymysłami na ścianę przy stole zakończona,dzięki tapecie która sama wpadła w moje łapki podczas zakupów zupełnie innego sortu w L.M. No i imieninowy prezent, moja wymarzona od dawna karafka i kielichy do wody, czy soku z B.M.

Poczyniłam też manekina, dawno chciałam mieć swojego... i mam, może nie jest idealny ale jest MÓJ i takim go lubię,ważne , że niepowtarzalny. Nazywam go/ją moją "małą paryżanką" i taki to napisać spróbuję na nim zrobić,jak zbiorę się na odwagę...
A na balkonie w tym roku jakoś nie wiedzieć czemu, niewiele się dzieje, ale to co jest też cieszy nasze oczy :)
Pozdrawiam Was serdecznie :)